Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shatili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shatili. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 czerwca 2016

Nasza Gruzja, Na początku drogi do Gruzji- część III





Obudziłam się rano. Pamiętałam gwiazdy na niebie, które zaglądały do naszego pokoju przez okno. Było cicho, przytulnie i w końcu u siebie. Nie mieliśmy łóżka, spaliśmy na materacu na podłodze, ale i tak cieszyliśmy się ze swojego kącika. Nasz pokój był wykończony, łazienka również. Można było skupić się na dalszej pracy.

Brakowało nam tyko gazu do normalnego życia. W związku z jego brakiem nie mieliśmy też ciepłej wody. To jednak nie było specjalnie uciążliwe, ponieważ zaczęły się upały. Kupiliśmy elektryczny czajnik, aby można było zrobić herbatę czy kawę. Upały stawały się coraz większe i tak naprawdę odczuwaliśmy jedynie brak lodówki. Nie mogliśmy jej jeszcze kupić, bo trzeba było najpierw wykończyć kuchnię.

Roboty remontowe postępowały powoli. Szpachlowanie, malowanie, glazura, terakota, tynki na zewnątrz. Czasami pogoda krzyżowała nam plany. Kilkudniowy upał zakończył się pewnego wieczoru burzą i potężną ulewą. Nasze nieotynkowane ściany przemokły i trzeba było potem czekać z położeniem szpachli, aż wyschną.

- W takim razie skupcie się teraz na kuchni, bo przecież trzeba w końcu ten remont zakończyć- poleciłam robotnikom.

- Musimy w takim razie wynieść materiały z kuchni, aby można było cokolwiek tu robić- zdecydowali i powoli zaczęli wynosić wiadra, kartony, swoje narzędzia, które były wszędzie i płyty OSB przeznaczone na podłogi. 

Zagracili tym wszystkim pomieszczenie przeznaczone na jeden z pokoi dla gości. Kuchnia zrobiła się duża i przestronna. 

- To my dzisiaj poszpachlujemy ściany i przygotujemy je do malowania- zameldowali.

- Dobrze, ale we czterech będziecie szpachlować ściany w jednym pomieszczeniu?- zapytałam zdumiona.

Spojrzeli na mnie maślanymi oczkami i już wiedzieli, że nie przejdzie im numer z jednym pracującym i trzema kibicami.

- A dlaczego nie chcecie położyć tapet?- zapytał jeden z nich.- U nas teraz modne są tapety, takie kolorowe.

- Nie chcemy tapet, bo potem jest problem z ich wymianą, a poza tym te, które widziałam w sklepie nie podobały mi się- odpowiedziałam.

- A, bo to trzeba pojechać do Tbilisi. Tam jest duży wybór i dobra jakość. A tapety są lepsze od farby. Wszyscy kładą tapety.

- Tak, wiem. Gdziekolwiek nie byliśmy, wszędzie widzieliśmy ciemne, wzorzyste tapety, położone niedbale, w niektórych miejscach się odklejały- trochę mnie już wkurzało tłumaczenie tego samego w kółko.

- Bo jak my byśmy położyli, to byłoby super i nic się nie odklei- ciągnął temat jeden z nich.

- Myślę, że teraz powinniście się skupić na tym, żeby szpachla nie odpadła, a temat tapet uważam za zamknięty- zakończyłam.

Dwóch wzięło się do pracy, natomiast pozostałym dwóm poleciłam uporządkować najpierw swoje narzędzia i przygotować kolejne pomieszczenie do szpachlowania. Potem jeden z nich miał się zająć sporządzeniem szalunku do schodów.

Zabrali się do pracy, a my poszliśmy do sąsiadów. Mieli oni kilka pokoi dla turystów i powoli ogarniała ich gorączka zapełnienia tych pokoi gośćmi. Zaoferowałam swoją pomoc, bo przyjeżdża tu dużo ludzi z Polski, więc dla mnie łatwo było przekonać ich do zatrzymania się właśnie u naszych sąsiadów. W ten sposób zyskali sporo turystów, a dla mnie był to swego rodzaju przedsmak tego, co niedługo miało stać się prawie codziennością. Oczywiście sąsiedzi dziękowali, opowiadali gościom o naszej przyjaźni i zapewniali, że zawsze już tak będzie. My traktowaliśmy te słowa z dystansem, ale wierzyliśmy we wspólną pracę i przyjaźń. Nie stanowiliśmy dla nich konkurencji z trzema pokojami dla turystów. Oni mieli zdecydowanie więcej i istnieli jako guesthouse dużo dłużej. Czy nasza przyjaźń przetrwała próbę i jak wygląda teraz? O tym i o przyjaźni w Gruzji jeszcze napiszę, bo nie chcę wyprzedzać faktów.

Traktowaliśmy nasze wspólne plany jako umowę dającą obopólne korzyści. Oni mieli już wypracowaną pozycję, co było korzystne dla nas- świeżaków, a my mogliśmy zyskać wielu gości z Polski, co było korzystne dla nich. 
 
Uzdrowiciel na osiołku- Sighnaghi
Polacy tłumnie odwiedzają Gruzję. Trzy lata temu też byliśmy turystami, którzy przylecieli do Gruzji. Po dwudniowym pobycie w Sighnaghi postanowiliśmy pojechać do Telavi. Plan zakładał krótki pobyt w tym mieście i potem chcieliśmy ruszyć do Shatili. Patrząc na mapę Gruzji, to nie było daleko, a i droga jakaś przez góry przechodziła więc założyliśmy, że skoro na mapie jest żółta droga, to przejazd będzie sprawny.
Rano marszrutką dojechaliśmy do Telavi. Dostaliśmy od gospodarzy w Sighnaghi namiar na nocleg i znowu nasze zdumienie, bo w Telavi czekał już na nas kierowca, który miał nas odtransportować pod otrzymany w Sighnaghi adres. Z powodu upału nie chcieliśmy szukać nic innego i ochoczo wsiedliśmy do taksówki. Dom, w którym zatrzymaliśmy się na dwie noce znajdował się w centrum, a gospodyni była bardzo miła. Wszyscy nasi gospodarze byli mili, choć nie wszyscy podnosili swoją atrakcyjność kieliszkami wina lub czaczy. My chcieliśmy poznać kraj i ludzi i nie zależało nam na wątpliwym poprawianiu nastroju wiecznymi imprezami. Owszem, od czasu do czasu był to fajny przerywnik intensywnego zwiedzania.

Niemal wiekowy platan w Telavi


Wtedy nie zastanawialiśmy się nad tym, że przecież gospodarz, który niemal codziennie serwuje dla swoich gości alkohol, musi mieć stalową wątrobę. Goście się zmieniają, a tacy gospodarze tkwią tam cały czas, zapraszając do wznoszenia toastów. Dzisiaj widzimy, że jest to wielki problem tych ludzi i mimo, że nie upijają się do odcięcia świadomości, to jednak piją regularnie. My cieszyliśmy się z pierwszej gruzińskiej imprezy, bo chcieliśmy poznać tradycje, ludzi, opowiadaliśmy o tym, jak o jednorazowym wydarzeniu, które przez przypadek, jak wtedy myśleliśmy, stało się naszym udziałem. Była biesiada, sporo jedzenia, jeszcze więcej wina i czaczy. A nikt nie pije tu wina małymi łyczkami, delektując się nim. Tu wlewa się w siebie całe kieliszki, a raczej szklaneczki o pojemności około 100 gr. Wino pije się jak wodę, a czaczę- bimber z wytłoczyn winogronowych- pije się bez zapijania. Czasami wino pije się na wyścigi, z podwójnych czarek, z ceramicznych dachówek, z rogów. Wówczas należy pić do dna, aby nie obrazić gospodarza. Ot, taka tradycja!

W Telavi było spokojnie. Nikt nie chciał nam imponować nadmiarem alkoholu. Miasto mało ciekawe i gdyby nie to, że chcieliśmy przez góry dotrzeć do Shatili, to pewnie Telavi zostałoby przez nas pominięte.
Nasza sympatyczna gospodyni zapytała nas o plany i zorganizowała nam na jeden dzień kierowcę, z którym pojechaliśmy zobaczyć monastyr Alaverdi, akademię Ikalto i winnice. Wróciliśmy późnym popołudniem i poszliśmy zobaczyć miasto. Jedna główna ulica, brzydkie budynki, brak knajpek, od kilku lat zamknięty dla turystów zamek w remoncie. Jedyną atrakcją był prawie 1000- letni platan. Ładnie też widać było Kaukaz. Miasto nas rozczarowało. 

Ech, gdybyśmy wiedzieli, że aby dojechać do Shatili, to trzeba się znowu cofać do Tbilisi, nie jechalibyśmy tam dwa dni. Ale i nie poznalibyśmy naszego najlepszego przyjaciela w Gruzji. Jednak o tym w następnej części.


Serdecznie zapraszamy do Gruzji, do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)



Zapraszamy do polubienia nas na FB. Like us  https://www.facebook.com/peterguesthouse



Cdn.

piątek, 27 marca 2015

Nasza Gruzja, Sakartvelo, zaczynamy życie w Gruzji, 17. 03. 2015 r

Wieczorem 17 marca 2015 roku przekroczyliśmy granicę turecko- gruzińską i wjechaliśmy do naszej Gruzji. Tureccy celnicy sprawdzili tylko paszporty, gruzińscy zapytali nas, co zamierzamy robić w Gruzji. Nasza odpowiedź wprawiła ich w nie lada zdumienie. Powiedzieliśmy, że zamierzamy żyć w tym pięknym kraju.
Ich zdziwienie było dla nas całkiem zrozumiałe. Wielu Gruzinów za szczyt marzeń uważa możliwość wyjazdu do na zachód UE, a my robimy odwrotnie. Nasi znajomi z Polski również się dziwili, gdy mówiliśmy o wyjeździe do Gruzji.
Dlaczego Gruzja? Bo jest tu pięknie, bo państwo nie komplikuje życia swoim obywatelom, bo Gruzini są nadzwyczaj przyjaźni, bo nasi gruzińscy przyjaciele są dla nas jak rodzina, bo czujemy się tutaj doskonale, bo w Gruzji przyjaźń oznacza przyjaźń, bo życie może nie jest tu najłatwiejsze ale na pewno nie jest samotne, bo jest to kraj otwarty dla ludzi i na ludzi.
Mamy w Gruzji, w Sighnaghi mały domek, który remontujemy i będą w nim również pokoje dla turystów. Nazwaliśmy nasz gruziński dom Peter's Guest House.

Piotr pomaga naszej brygadzie remontowej

We współpracy z gruzińskimi sąsiadami chcemy pokazać turystom prawdziwe, gruzińskie życie. Nasi goście uczestnicząc w gruzińskiej suprze mogą posłuchać tradycyjnych gruzińskich pieśni. Supra to uczta, której przewodniczy tamada- człowiek zwykle najstarszy i szanowany. Wygłasza on toasty podczas takiej uczty i nie należy tamadzie przerywać ani przeszkadzać.
Toasty są małymi przemówieniami nawiązującymi do przeszłości, czasu obecnego i przyszłości. Krótko mówiąc w Gruzji nie pije się tak, jak w Polsce po krótkim "chluśniem, bo uśniem". W Gruzji najpierw należy wysłuchać tamady. Toasty czasami są długie, innym razem krótkie ale zawsze gruzini piją za gości, za miłość, przyjaźń, za pokój, za przodków, za dzieci, za tych, których w obecnej chwili z różnych powodów z nimi nie ma, za tych, którzy są przy stole i zawsze jest to okraszone ciepłymi słowami i gruzińską serdecznością.
Uczestniczyliśmy w suprach, gdzie przy jednym stole siedzieli ludzie z różnych stron świata, o różnych poglądach i wyznaniach i zawsze były to chwile bardzo radosne i przyjazne. Gruzińskie supry to swego rodzaju magia, która powoduje, że ludzie stają się lepsi dla siebie. Niewątpliwie jest to zasługa klimatu, który tworzą Gruzini, a ponieważ są oni ludźmi otwartymi i bardzo gościnnymi, to łatwo jest zakochać się w tym kraju.
Zapraszamy do Gruzji. Zapraszamy do Sighnaghi- miasta miłości.

Sighnaghi- w tle Kaukaz

Sighnaghi- miasto miłości

Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Miłośnicy gór mogą podziwiać Kaukaz i odwiedzić miejsca, gdzie do dzisiaj ludzie żyją bez elektryczności, gdzie przyroda nie została zniszczona przez człowieka, a powietrze jest krystalicznie czyste.

Shatili

Miłośnicy morza mogą korzystać z licznych plaż nad Morzem Czarnym, gdzie panuje klimat subtropikalny.

Zachód słońca nad Morzem Czarnym

Turyści lubiący zgiełk dużych miast mogą odwiedzić Batumi lub Tbilisi.

Tbilisi


Batumi

Miłośnicy historii znajdą wiele miejsc, gdzie są twierdze, monastyry, muzea i inne obiekty historyczne.
Poza tym Gruzja oferuje piękne krajobrazy, pyszną kuchnię i gruzińską gościnność.

Kontakt:

celina.wasilewska63@gmail.com    +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski (Polish, Russian, English)

Zapraszamy do polubienia naszej strony https://www.facebook.com/peterguesthouse

Cdn.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Gruzja, wyjazd z Shatili do Zhinvali 9.06.2013 r

Dzisiaj musimy opuścić ten cudowny zakątek na ziemi jakim jest Shatili. Autobus mamy o 12-tej więc Piotrek poszedł na wzgórze cmentarne by zrobić jeszcze kilka zdjęć.

Góry w Shatili

Drogę powrotną już znaliśmy.

Jedziemy z Shatili do Zhinvali

 Zaplanowaliśmy, że w drodze powrotnej zamiast jechać do Tbilisi, co zajmuje ponad 6 godzin, wysiądziemy w Zhinvali i spróbujemy stąd złapać marszrutkę lub okazję do Kazbegi. Do Zhinvali dojechaliśmy późno. Na przystanku dowiedzieliśmy się, że marszrutki jadące do Kazbegi w zasadzie się tu nie zatrzymują, bo są pełne. Ponieważ było późno, postanowiliśmy tu przenocować. Od taksówkarza dowiedzieliśmy się, że niedaleko Zhinvali jest kamping i jeżeli chcemy, to za 10 lari nas tam zawiezie. Skorzystaliśmy z propozycji i pojechaliśmy. Wynajęliśmy tam pokój za 20 lari.
Wieczorem zamówiliśmy chaczapuri na kolację i czekając na posiłek zastanawialiśmy się nad dalszą podróżą. Wtedy podeszła do nas gruzińska para i mężczyzna zapytał czy wypijemy piwo. Nie zdążyliśmy odpowiedzieć, kiedy na stoliku stanął zamówiony przez niego napój. Usiedli z nami, przedstawili się i zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się,że Gaga i Nana przyjechali tu odpocząć.

Od lewej: Nana, ja i Gaga


Gaga  jest lekarzem. W Tbilisi ma własną klinikę. Po chwili zaprosili nas do swojego domku na wspólną ucztę. Podczas wspólnej biesiady opowiadali nam o sobie. Gaga mówił, że prowadząc własną firmę jest zapracowany, a do Zhinvali przyjeżdża z sentymentu, bo pochodzi z tych okolic. Zaprzyjaźniliśmy się z nimi, wymieniliśmy się telefonami i adresami. Nana i Gaga prosili, żebyśmy się z nimi skontaktowali kiedy przyjedziemy do Tbilisi. Przy wspólnych rozmowach czas szybko leciał. Przed północą Nana i Gaga pożegnali się z nami i pojechali do Tbilisi. I tak oto mamy nowych przyjaciół w Gruzji.
Poszliśmy spać, by następnego dnia z samego rana wyruszyć do Kazbegi.

Zdjęcia drogi powrotnej z Shatili
Zdjęcia Nana i Gaga

Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do naszego Peter's Guest House w Sighnaghi, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

Cdn.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Gruzja, Shatili 8.06.2013 r

W dniu dzisiejszym zaplanowaliśmy dotrzeć do Shatili. Od gospodarza dowiedzieliśmy się, że z Korszy do Shatili jest 45 km, a podróż zajmuje 3 godziny.Nie chcieliśmy w to uwierzyć ale jak się okazało gospodarz miał rację.

Jak długo trwa podróż z Korszy do Shatili w Gruzji?

Ponieważ autobus odjeżdżał ok. godziny 12-tej, mieliśmy sporo czasu i postanowiliśmy zwiedzić muzeum kultury chewruseckiej założone i prowadzone przez naszych gospodarzy.
 Zdjęcia z muzeum

Przed wyjazdem w pobliże granicy z Czeczenią Piotr zaopatrzył się w odpowiedni sprzęt

















Przed południem pożegnaliśmy się ze wszystkimi i poszliśmy na przystanek koło sklepu. Zrobiliśmy zakupy ponieważ w Shatili nie ma sklepów. W końcu przyjechał busik, którym ruszyliśmy w drogę.
Trasa wiodła malowniczymi wąwozami wzdłuż rzeki, nad stromymi urwiskami. Jechaliśmy szutrową drogą, przez które przepływały górskie potoki. Mijaliśmy liczne stada bydła wypasanego na górskich pastwiskach.

Droga do Shatili

 Ze zdziwieniem w oczach patrzyliśmy, jak kierowca sprawnie pokonuje przeszkody na drodze, a padająca mżawka dodawała dreszczyku emocji. W końcu wjechaliśmy na przełęcz na wysokości 2736 m n.p.m. Tutaj kierowca zrobił przerwę. Mogliśmy na kilka minut wyjść z busa i podziwiać okolicę. Spotkaliśmy tam konny patrol gruzińskich żołnierzy.

Żołnierze na przełęczy

Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej. Zjeżdżaliśmy z przełęczy bardzo krętą i wąską drogą. Jazda nią dostarczyła nam wielu wrażeń i atrakcji. Po trzech godzinach dojechaliśmy do celu.
Naszym oczom ukazała się wioska Shatili położona w malowniczej dolinie, przez którą rwącym strumieniem płynęła górska rzeka.

Panorama Shatili

Kierowca wjechał na wzniesienie i zatrzymał się obok malutkiej cerkwi. Czekał tam na nas jeden z gospodarzy oferując nocleg w zabytkowej baszcie znajdującej się w kompleksie obronnym z XII wieku, w którym chronili się mieszkańcy w czasie najazdów.

Ja na balkonie naszej wieży



Wejście do naszej fortecy

Wynajęliśmy za 50 lari jeden z przytulnych, małych pokoików, który znajdował się na drugim piętrze.

Nasz apartament

Na dole baszty było duże pomieszczenie, w którym kiedyś przyrządzano i spożywano posiłki oraz łazienka.

Nasza kuchnia

 Rozgościliśmy się i ruszyliśmy na zwiedzanie Shatili i okolicy.Jest tu tak przepięknie, że gdyby nie przejeżdżający od czasu do czasu samochód, miałoby się wrażenie, że cofnęliśmy się do średniowiecza i jeżeli ktoś potrzebuje odpoczynku od zgiełku, to tu go znajdzie. Szkoda, że mieliśmy tylko jeden dzień na pobyt tu, bo bus odjeżdżał następnego dnia, a kolejny dopiero za trzy dni.
Z przewodnika dowiedzieliśmy się, że rdzenni mieszkańcy tych ziem uważają się za potomków rycerzy krzyżowych, którzy osiedli tu przed wiekami. Coś w tym musi być, bo mieszkańcy wcale nie są podobni do Gruzinów. Mają jasną karnację i blond włosy.
Opowiadali nam o trudach życia tutaj, o tym, że dotarcie tu jest możliwe tylko w miesiącach letnich. Gdy leży śnieg wioska jest odcięta od świata. Dowiedzieliśmy się, że 4 km stąd znajduje się granica z Czeczenią.
I tak oto na włóczędze po okolicy i rozmowach z miejscowymi upłynęła nam reszta dnia.

Zdjęcia z Shatili

Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do naszego Peter's Guest House w Sighnaghi, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

Cdn.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Gruzja, droga do Shatili, Korsza 7.06.2013 r

Na dzisiaj zaplanowaliśmy wyjazd z Telavi i dotarcie do Shatili. Żeby nie tracić czasu wynajęliśmy kierowcę, który miał nas zawieźć z Telavi do Zhinvali, a stamtąd zamierzaliśmy jechać marszrutką do Shatili. Co z tego wyszło opisujemy poniżej.

Jak skracanie drogi w Gruzji wydłuża podróż?
Wstaliśmy rano, zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy plecaki i oczekiwaliśmy na kierowcę. Zjawil się zgodnie z umową. Przyjechał starym samochodem, pomimo to jazda nim była przyjemna i komfortowa.
Wyjechaliśmy z Telavi drogą do Tbilisi, jest to krótsza droga ale nie jeżdżą nią marszrutki, ponieważ po trasie jest mało miejscowości i nie ma klientów. Droga przebiega przez bardzo ciekawe i malownicze okolice. Kierowca opowiadał nam, że przed wiekami tą drogą wędrowały karawany z Azji. Pokazywał miejsca, gdzie znajdowały się warowne budowle, z których kontrolowano drogę. I tak oto podziwiając piękne widoki i słuchają ciekawych historii dotarliśmy do Tbilisi. Przejechaliśmy przez miasto i wyjechaliśmy na drogą prowadzącą do Zhinvali (zwaną Gruzińską Drogą Wojenną).
 Po przyjeździe do Zhinvali kierowca pożegnał się z nami i wysadził nas przy drodze do Shatili w pobliżu sklepiku i piekarni. Tutaj zamierzaliśmy zaczekać na autobus do Shatili. Od właściciela sklepiku dowiedzieliśmy się, że autobus jeździ dwa razy w tygodniu i będzie dopiero jutro. Zaproponował nam nocleg u siebie za niewielkie pieniądze. Postanowiliśmy spróbować złapać pod sklepem jakąś okazję.
 Po chwili zajechał samochód z małżeństwem Gruzinów. Zapytaliśmy ich czy jadą w kierunku Shatili i czy nas podwiozą. Zgodzili się. zapakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy w dalszą drogę.
W trakcie jazdy pytali nas skąd jesteśmy i dokąd jedziemy. Podczas rozmowy okazało się, że kobieta jest przewodnikiem wycieczek i opowiedziała nam historię miejsc, przez które przejeżdżaliśmy.
Dowiedzieliśmy się, że jezioro Zhinvali, wzdłuż którego jechaliśmy, było kiedyś doliną, w której znajdowało się kilka wiosek i wszystko to zostało zalane. pokazywali nam twierdze na szczytach gór, z których w razie zagrożenia wysyłano sygnały dymne.
Dowieźli nas do miejscowości Valivi. Wysiedliśmy na przystanku i czekaliśmy na następną okazję.

Przystanek w Valivi

 Zajęło nam to kilka godzin, ponieważ drogą tą jeździ mało samochodów. Mieliśmy mnóstwo czasu, by obserwować życie mieszkańców.
Obok sklepu naprzeciwko przystanku znajdował się drewniany stół z zadaszeniem, przy którym miejscowi degustowali gruzińskie trunki. Nawiązali z nami rozmowę. Kiedy usłyszeli, że jesteśmy z Polski, nie było końca zaproszeniom do wspólnej biesiady.

Stół biesiadny w Valivi

W końcu pod sklepem zatrzymał się bus. Zapytaliśmy kierowcę dokąd jedzie i czy nie podwiózłby nas. Wprawdzie jechał w trochę innym kierunku jednak, gdy usłyszał, że jesteśmy z Polski, postanowił dla nas zboczyć z trasy i podwieźć nas do Chargali. W czasie jazdy opowiedział nam swoją historię. Mówił, że ze względu na dzieci, które chodzą do szkoły, mieszka i pracuje w Tbilisi. Pochodzi z tych stron i ma tu gospodarstwo, na które zamierza w przyszłości powrócić.
Wysadził nas na przystanku w Chargali i podarował nam dwa bochenki gruzińskiego chleba.

Przystanek w Chargali






Powiedział, że niedługo będzie jechał tędy autobus do stolicy regionu Barisakho. Postanowiliśmy zaczekać i dojechać tym autobusem do miejscowości Korsza. Podróż po Gruzji może zaskakiwać.
Po przyjeździe na miejsce było już późno i zdecydowaliśmy się tu przenocować. Wynajęliśmy pokój za 30 lari w domu, którego właścicielem jest artysta i założyciel miejscowego muzeum. Dom jest ładnie urządzony. Zarówno w środku jak i na zewnątrz znajduje się wiele zabytkowych przedmiotów związanych z historią regionu oraz prace malarskie właściciela.

Przed domem w Korszy





Relaks w Korszy

Zostawiliśmy plecaki i poszliśmy zwiedzić wioskę i zrobić zakupy. Po powrocie zastaliśmy grupę młodzieży szkolnej, która wracała z wycieczki do Shatili i zatrzymała się tu na nocleg.
Wieczorem młodzież zorganizowała ognisko, na które zostaliśmy zaproszeni.Trochę z nimi posiedzieliśmy i porozmawialiśmy.

Przy ognisku

 Tak oto zakończył się dzień pełen przygód i niespodzianek. Nasza podróż po Gruzji robiła się coraz ciekawsza.

Zdjęcia z Korszy

Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do naszego Peter's Guest House w Sighnaghi, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

Cdn.