Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kachetia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kachetia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Zatrzymać czas... domowe kosmetyki.


Wielu naszych gości prosiło o posty opisujące naszą codzienność, a w szczególności o przepisy na różne specyfiki. Jest czas, więc spełnię prośby i zdradzę trochę tajemnic kosmetycznych i kuchennych.
Tak, tak, czasu dużo, goście nie biegną zza zakrętu, można pozwolić sobie na eksperymenty.
Jesteśmy 50+ i ten plus jest już zacny, coraz bliżej do sześćdziesiątki. Pojawiają się srebrne błyski we włosach, skóra robi się delikatna, cienka, wyskakują jakieś kangurki i pelikanki, jednym słowem SKS ( Starość, K...wa, Starość).
Już od dłuższego czasu coś tam robię dla naszych doczesnych opakowań, jakieś mazidła, toniki, mgiełki. Do tego całkiem zdrowo udaje się nam odżywiać i trzymamy na wodzy te swoje zwierzątka różne, które wyłażą nam tu i ówdzie.
Ale do rzeczy. Jest taka pora roku, że wszędzie dookoła mamy świeże kosmetyki prosto od natury. Korzystam, jak tylko mogę, bo nie dość, że są bezpłatne, to wiem, czym częstuję naszą ponad półwiekową skórę. I tym też chcę się z Wami podzielić, tym bardziej, że to działa.
Przyszły do nas upały, jest ponad 30 stopni w cieniu, nasze organizmy szybko tracą wodę, trzeba uzupełniać płyny. Oprócz napojów i owoców, które nawilżają nas od wewnątrz, zamarzyła mi się pachnąca i delikatna mgiełka do ciała.
Wyszłam na spacer, popatrzyłam, co mam w zasięgu ręki i już wiedziałam, jaki kosmetyk sobie zrobię.


Dziewanna

Żmijowiec

Następnego dnia rano zebrałam garść kwiatów dziewanny. Obok rósł piękny żmijowiec, który też trafił w moje ręce. Na naszym balkonie zaczyna kwitnąć lawenda i nagietek. Miałam więc wszystko, czego potrzebowałam dla skóry dojrzałej, delikatnej i suchej.


Lawenda

Do kubka włożyłam dwie łyżki świeżych kwiatów dziewanny, jedną łyżkę kwiatów lawendy, kilka kwiatków nagietka i jedną kwitnącą gałązkę żmijowca, którą drobno pokroiłam. Wszystko zalałam wrzątkiem, przykryłam i zostawiłam na 15- 20 minut. Potem przecedziłam i poczekałam, aż napar ostygnie. Dodałam łyżeczkę chlorku magnezu, jeżeli nie macie, to można zamiast tego dodać łyżkę octu jabłkowego, najlepiej domowego. Można kupić dobry ocet jabłkowy niepasteryzowany. Tym sposobem otrzymujemy mgiełkę lub tonik do ciała. Wystarczy przelać płyn do butelki z atomizerem i nawilżać twarz lub całe ciało, kiedy mamy taką potrzebę.

Moja cudowna mgiełka do ciała


Specyfik działa nawilżająco, regenerująco i kojąco na skórę, dodatkowo ją uelastycznia. I to działa, jestem zachwycona tym kosmetykiem. Kosztował mnie on tylko odrobinę czasu na jego przyrządzenie. Oczywiście wszystkie zioła mogą być suszone, ja korzystam w sezonie ze świeżych, suszę zaś na zimę.
Można użyć inne rośliny. Doskonale dla cery suchej i dojrzałej sprawdzi się kwiat lipy, róży, zamiast żmijowca można użyć ziela żywokostu. Jeżeli użyjecie pachnących płatków róży, to zrezygnujcie z lawendy, niech zapach będzie od jednego kwiatu.
Takiej mgiełki możemy używać też do włosów, szczególnie kiedy mamy w składzie kwiaty lipy, które pięknie nawilżą i wygładzą nasze włosy.
Chlorek magnezu jest tu opcjonalnym składnikiem, niemniej jego dodatek powoduje, że mgiełka postoi nam trzy tygodnie, a do tego nasz organizm dostanie porcję magnezu przez skórę. Bez chlorku mgiełka wytrzyma tydzień. Jest przecież zrobiona z naturalnych produktów. Dodatek octu jabłkowego lub odrobiny alkoholu ( alkohol do cery tłustej) też przedłuży ważność naszej mgiełki.
Używam tej mgiełki od kilku dni i jestem zachwycona. Skóra jest świetnie nawilżona, gładka, bez żadnych niespodzianek, delikatnie napięta.
Sąsiedzi dziwnie na mnie patrzą, kiedy widzą, jak wracam z różnymi gałązkami, kwiatami, liśćmi. Często pytają, co będę z tym robić. Sąsiadki wsmarowują w siebie tony różnych związków chemicznych z nadzieją, że znikną zmarszczki, a skóra jakimś cudem się podniesie. Nie wierzą w naturalne specyfiki, chcą szybkich rezultatów, płacą w drogeriach czy aptekach duże pieniądze i czekają na efekty, które nie przychodzą. Ja wolę to, co mam dookoła, naturalne, delikatne i działające pozytywnie. Trzeba tylko nieco cierpliwości.

Serdecznie zapraszamy do Gruzji, do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:


 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)



Zapraszamy do polubienia nas na FB. Like us  https://www.facebook.com/peterguesthouse
 
oraz na naszą grupę na FB Gruzja i my

sobota, 13 czerwca 2020

Jak szukaliśmy bawołów w Kachetii.

Na informacje o tym, że w Gruzji hodowane są bawoły trafiliśmy przypadkiem. Wracaliśmy z Tbilisi ze znajomym i on zaprosił nas po drodze na jogurt z bawolego mleka.
Od słowa do słowa wypytałam go o wszystko. Męczył się biedaczek, bo zbyt wiele na ten temat nie wiedział, ale starał się odpowiadać wyczerpująco na moje pytania.
W domu odpaliłam laptopa i wpisałam w wyszukiwarkę "bawole mleko". Okazuje się, że mamy pod ręką coś, co jest dla nas dość egzotyczne, a jednocześnie jest to produkt bardzo pozytywnie wpływający na zdrowie, o czym możecie poczytać tu . Coś mi mówiło, że warto znaleźć hodowcę i zacząć wprowadzać produkty z bawolego mleka do codziennego jadłospisu.
Wożąc naszych gości na wycieczki po dolinie Alazani czasami spotykaliśmy pasące się stada bawołów.

Czy te oczy mogą kłamać?


I wiecie, jak to jest, kiedy obiecujecie sobie, że od jutra będę szukać, czy coś tam zacznę robić. Zimą się nie chciało, bo dni krótkie i mało przyjemne, a od wiosny do późnej jesieni goście, praca i chroniczny brak czasu.
Aż pewnego dnia okazało się, że gości nie będzie dość długo, a my mamy czasu tak dużo, że gdyby zamienić go na pieniądze, to bylibyśmy bogaci. Wtedy to przypomniałam sobie o bawołach i zaczęłam pytać znajomych i sąsiadów. Jeden z nich powiedział, abyśmy pojechali do wsi Heretiskari, bo tam mieszkańcy hodują dużo różnego bydła, więc może uda się znaleźć i bawoły.
Nastała wiosna, zrobiło się ciepło i przyjemnie i pewnego dnia ruszyliśmy do wsi w poszukiwaniu gospodarstwa hodującego bawoły.
Skręciliśmy z głównej drogi i zaczęliśmy się rozglądać za kimś, kogo moglibyśmy zapytać, czy znajdziemy tu to, czego szukamy. Za zakrętem zobaczyliśmy kobietę, zatrzymaliśmy się i zapytałam, czy można gdzieś we wsi kupić bawole mleko.
- A można, można- odrzekła- tam, za tą budową, w pierwszym domu. Oni mają i krowy i bawoły- uśmiechnęła się do nas.- A wy skąd jesteście?- była wyraźnie zdziwiona widokiem obcokrajowców w czasie, kiedy wszystkie granice od kilku miesięcy są zamknięte.
- Z Polski, ale mieszkamy w Sighnaghi już szósty rok- odpowiedziałam.
- A to wy już miejscowi, tak długo tu mieszkacie. Spodobała się Gruzja?- to pytanie słyszeliśmy prawie zawsze, kiedy mówiliśmy, że mieszkamy tu na stałe.
- Tak, spodobała się. Tu jest spokojnie i swojsko- odpowiedziałam.
- Maładcy- powiedziała kobietka, a my ruszyliśmy do wskazanego przez nią domu.
Wysiedliśmy z samochodu i znowu zaczęliśmy pytać o bawole mleko. Wokół nas szybko zebrała się gromadka dorosłych z dziećmi.
Jedna z kobiet zaprosiła nas na podwórze swego domu i okazało się, że to właśnie oni hodują bawoły i możemy u nich kupić mleko, ser, jogurt, śmietanę i masło. To ostatnie na zamówienie, bo nie robią dużych zapasów.

Krowy i bawoły wróciły z wypasu do domu.
 Po chwili przyszedł też gospodarz, który dobrze mówił po rosyjsku. Kupiliśmy u nich bawole mleko, ser zrobiony z takiego mleka, śmietanę i jogurt. Wszystko świeżutkie, domowe. Byliśmy bardzo zadowoleni. Poza tym rodzina okazała się być przesympatyczna. Umówiliśmy się, że będziemy przyjeżdżać raz w tygodniu po zakupy do nich. Chciałam też utrwalić bawoły na zdjęciach. Gospodarz powiedział, aby przyjechać wieczorem, kiedy one wracają w wypasu, będzie świeże, ciepłe mleko i będę mogła porobić zdjęcia i filmy.
Po tygodniu pojechaliśmy wieczorem. Gospodarze czekali na nas z kawą i ciastem. Mieliśmy wrażenie, że znamy się od dawna. Nagle usłyszeliśmy dzwonki na drodze.
- Idą bawoły, choć na ulicę, możesz robić zdjęcia- powiedziała gospodyni.
 Faktycznie zbliżało się stado krów i bawołów. Wszystkie wiedziały, gdzie mieszkają, każdy wchodził na swoje podwórko. Gospodyni złapała wiadro i pobiegła doić bawolice zapraszając mnie ze sobą. Prawie każda bawolica miała dziecko.


Gospodyni doi bawolicę.

W gospodarstwie było też dużo krów i cielaków.

Pełnia szczęścia, kiedy można najeść się do syta.


 Po kilkunastu minutach dostałam duży słój ciepłego bawolego mleka. Dokupiliśmy jeszcze inne produkty i wróciliśmy do domu.
Od tego czasu jeździmy raz w tygodniu do tej rodziny i kupujemy cudowne, pyszne, domowe produkty z bawolego mleka.
Samo mleko jest aksamitne w smaku, tłuste, ale jednocześnie lekkie i bardzo białe. Najlepsze mleko, jakie piłam.
Jogurt to mistrzostwo świata. I chociaż domowy jogurt z mleka krowiego jest przepyszny, to z bawolego jest wybitny. Gęsty, aksamitny, delikatnie kwaśny, orzeźwia i syci jednocześnie.


Domowy jogurt z bawolego mleka z brzoskwiniami.
 Śmietany takiej, jak ta z mleka bawolego, nie widziałam w swoim życiu. Gęsta, pełna, z wyraźnym śmietankowym smakiem z maślaną nutą w tle. Zarówno jogurt, jak i śmietana smakują wybornie z owocami.
Z takiej gęstej i tłuściutkiej śmietany mieliśmy zrobione masło. I tu też smak nas oczarował. Wyraźny maślany smak, aksamitna konsystencja, taka kropka nad "i" w kanapce z domowego chleba.
Na koniec ser, robiony przez gospodynię. Młody ser podpuszczkowy, smaczny, delikatny, z każdym dniem zyskiwał głębszy smak. Jeden z takich serów postanowiliśmy zostawić, aby dojrzał. Najpierw wytworzyła się na nim delikatnie żółta skórka. W trakcie jej tworzenia ser był przewracany każdego dnia, aby skórka tworzyła się równomiernie na całej powierzchni. Po kilku dniach, kiedy ser pokrył się skórką, stopiliśmy trochę pszczelego wosku i pokryliśmy ser jego cienką warstwą. Odłożyliśmy go do lodówki do dalszego dojrzewania. Piotr przewraca go co kilka dni. Chcemy, aby dojrzewał ze dwa, może trzy miesiące i spróbujemy, co wyszło. To powinno być jakoś pod koniec sierpnia, więc część naszych gości będzie próbować razem z nami.


Serdecznie zapraszamy do Gruzji, do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)



Zapraszamy do polubienia nas na FB. Like us  https://www.facebook.com/peterguesthouse
 
oraz na naszą grupę na FB Gruzja i my



środa, 10 czerwca 2020

Przygoda detektywistyczna w Sighnaghi

- Pojedziesz jutro do Tsnori po farbę, bo zabraknie?- zapytał Piotr.
- Dlaczego jutro? Pojadę zaraz i będzie na jutro gotowe- odpowiedziałam.
Piotr malował poręcze na balkonie. Nie ma gości, jest upał i wykorzystujemy czas na drobne remonty.
Wzięłam pieniądze, dokumenty i starą puszkę po farbie, aby kupić taką samą i wyszłam do samochodu.
- Celina, gdzie jedziesz?- zapytała sąsiadka z naprzeciwka.
- Do Tsnori po farbę, potrzebujesz czegoś?- odpowiedziałam.
- Nie, ale podejdź, coś ci powiem- ruchem ręki przywołała mnie do siebie. Mój mąż podszedł razem ze mną, bo był ciekawy, co sąsiadka chce powiedzieć.
- Jakąś godzinę temu siedziałam w ogrodzie, kiedy podszedł do mnie nieznajomy mężczyzna- i tu opisała jego wygląd. Miał być niewielkiego wzrostu, w dojrzałym wieku, w białym kapeluszu i z białą laską.- Poprosił mnie o pieniądze, powiedziałam, że nie mam. Poprosił choć o drobne, bo on nie ma na chleb. Poszłam więc do pokoju, aby wziąć kilka lari dla niego, po drodze przeszłam przez kuchnię, w której zostawiłam telefon. Po chwili wyszłam z kasą dla niego, zdziwiłam się, że ten mężczyzna stoi blisko wejścia do domu, ale dałam mu dwa lari, podziękował i poszedł. Po chwili wróciłam do kuchni po telefon i nie było go na stole. Zadzwoniłam na swój numer z telefonu męża, sygnał był, ale nie słyszeliśmy nigdzie dzwonka. Pomyślałam, że pewnie ten mężczyzna go ukradł. Poprosiłam znajomego, aby pojechać po Sighnaghi i poszukać tego mężczyzny, ale nigdzie go nie zauważyłam. Zgłosiłam więc kradzież na policję. Mówię o tym wszystkim sąsiadom, gdyby zobaczyli takiego mężczyznę, to trzeba dzwonić na policję. Zwróć uwagę po drodze, może akurat go zauważysz.
Historia nas poruszyła, bo Sighnaghi było dotychczas bardzo spokojnym i bezpiecznym miastem. Sami często zostawialiśmy otwarty dom, kiedy szliśmy do sklepu czy do sąsiadów.
- Dobrze, będę patrzeć i jeżeli coś podejrzanego zobaczę, to będę dzwonić- odpowiedziałam.
Wsiadłam do samochodu i ruszyłam do Tsnori po farbę. Było już późne popołudnie i chciałam zdążyć przed zamknięciem sklepu.
Droga do Tsnori malowniczo wije się w dół wśród zieleni, minęłam niewiele aut po drodze i w końcu wjechałam do wsi przed Tsnori, która nazywa się Sakobo.
Z daleka zauważyłam mężczyznę w kapeluszu z białą laską, ale po obu stronach drogi były domy, więc pomyślałam, że to tutejszy. Zresztą kapelusz nie był biały, tylko biało- szary, w wojskowy wzorek, więc detal nie zgadzał się z opisem sąsiadki. Gdy zbliżyłam się do niego, on stanął i machnął ręką, wyraźnie chciał mnie zatrzymać.
- "Aha"- pomyślałam- "nie miejscowy, bo chce jechać dalej, nie ma żadnego bagażu, usiłuje zatrzymać okazję, pewnie w ten sam sposób dojechał do tego miejsca z Sighnaghi."
Miał sumiaste siwe wąsy, a spod kapelusza wystawały mu kosmyki siwych włosów.
Odjechałam trochę dalej i zadzwoniłam do Piotra, aby szybko zapytał sąsiadkę, czy ten mężczyzna miał siwe, sumiaste wąsy. Piotr w sekundę był u niej i okazało się, że ona nie pamięta.
No nic, trzy szczegóły się zgadzały: laska, wiek i wzrost, więc niech policja sprawdzi. Powiedziałam sąsiadce, aby zadzwoniła na policję, podałam miejsce, w którym go widziałam i policjanci niech sprawdzą.
Pojechałam do sklepu, kupiłam farbę i powoli wracałam do domu. Przy drodze nie było już mężczyzny z białą laską.
W domu jeszcze ze trzy razy wszystko dokładnie analizowaliśmy z Piotrem i sąsiadką, kiedy po godzinie ona krzyknęła do nas przez ulicę, że dzwonili do niej z policji, złapali złodzieja i miał on przy sobie jej telefon.
Poszła na policję, a my czekaliśmy niecierpliwie na jej powrót.
Po dwóch godzinach wróciła i powiedziała:
- To ten, którego widziałaś. Ty go namierzyłaś, zareagowałaś szybko i złapali gościa. Kilka dni temu wyszedł z więzienia, ukradł już komputer sąsiadowi i pieniądze w sklepie w Tsnori. Wróci do odsiadki jako recydywa. Dziękuję Ci za pomoc. Odzyskałam telefon, który trzy miesiące temu kupiła mi córka na raty. Jeszcze będzie go spłacać do listopada. Tam miałam wszystkie ważne kontakty. Dziękuję.
I tak nasze miasteczko dalej zostaje spokojnym i bezpiecznym miejscem. Dzięki temu, że sąsiedzi rozmawiają ze sobą, dzielą się nie tylko radościami, ale i smutkami, żaden zły duch nie ma szans na egzystencję w naszej okolicy.
Kolejny raz okazuje się, że najlepszym wyjściem z wielu trudnych sytuacji jest dobra relacja z najbliższymi sąsiadami.

niedziela, 24 marca 2019

Jak dojechać z Tbilisi do Sighnaghi

Na dojazd z Tbilisi do Sighnaghi macie dwie możliwości.

Dla przylatujących do Tbilisi: z lotniska przez całą dobę jeździ miejski autobus nr 37, którym bez problemu dostaniecie się do miasta. Najlepiej powiedzieć kierowcy, że chcecie wysiąść w pobliżu stacji metra Samgori, ponieważ stamtąd odjeżdżają marszutki do Sighnaghi.

Dla przylatujących do Kutaisi: z lotniska kursują busy linii Georgian Bus do Tbilisi, Batumi, Mestii, a w sezonie również do Gudauri. Jeżeli przylatujecie późnym wieczorem, to sensownie jest przenocować w Kutaisi i potem przemieścić się marszrutką z miasta do Tbilisi. Przejazd z Kutaisi do Tbilisi zajmuje około 4 godzin. Gdy dojedziecie do Tbilisi, należy metrem przemieścić się do stacji Samgori, ponieważ stamtąd odjeżdżają marszutki do Sighnaghi.

I tak mamy pierwszą możliwość dojazdu do Sighnaghi, czyli popularną w Gruzji marszrutkę (busik).

Marszrutki do Sighnaghi odjeżdżają z dworca autobusowego przy stacji metra Samgori. Godziny odjazdów: 9, 11, 13, 15, 17 i 18-ta. Bilet kosztuje 7 GEL. Podróż trwa 1, 5 godziny.


Ważna informacja: warto być wcześniej przed godziną odjazdu, ponieważ w przypadku, gdy marszrutki zapełnią się wcześniej, to odjadą przed wyznaczoną godziną.


Druga możliwość to taksówki, które stoją przy stacji metra Isani. Kurs do Sighnaghi kosztuje 50- 60 GEL.



Serdecznie zapraszamy do Gruzji, do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)



Zapraszamy do polubienia nas na FB. Like us  https://www.facebook.com/peterguesthouse


 

oraz na forum 

Cdn.

niedziela, 10 marca 2019

6 dni w magicznej Kachetii z wizytą w Kazbegi


Kachetia jest wschodnim regionem Gruzji słynącym z wyrobu wina. Zachwyca niepowtarzalnym krajobrazem od Kaukazu, przez doliny, stepy, kaniony. Oprócz zróżnicowanej przyrody Kachetia posiada na swoim terenie mnóstwo zabytków historycznych i sakralnych.

Dla chętnych na pobyt w Kachetii i poznanie ciekawych miejsc przygotowaliśmy ofertę, która obejmuje niemal cały region oraz stolicę Gruzji.



6 dni w magicznej Kachetii z wizytą wKazbegi

dla grup min 4 - max 12 osób


1 dzień 
Odbiór z lotniska w Tbilisi lub z Georgian Bus z Tbilisi, przejazd do miejsca zakwaterowania w Sighnaghi, zwiedzanie miasteczka, czas wolny.

Sighnaghi jest wyjątkowym gruzińskim miasteczkiem ze względu na zabudowę, która została odrestaurowana. Nie przypomina w niczym innych gruzińskich miast. Położone jest na wzgórzach na wysokości około 800 m n. p. m. regionie Kachetia. Atrakcją miasteczka jest urząd stanu cywilnego, gdzie zarówno Gruzini, jak i obcokrajowcy mogą wziąć ślub o każdej porze dnia i nocy w każdy dzień tygodnia.
W mieście i najbliższej okolicy można zwiedzić:
- bardzo dobrze zachowane mury obronne z XVIII wieku.
- położony na górskim cyplu cmentarz, z którego roztaczają się przepiękne widoki na dolinę Alazani, góry Kaukazu i Sighnaghi.
- muzeum Niko Pirosmaniego, gdzie w jednej z sal wystawowych znajdują się obrazy malarza.
- miejsca widokowe, z których można podziwiać panoramę miasta, dolinę Alazani i góry Kaukazu.
- monastyr św. Nino w Bodbe, który położony jest w malowniczym miejscu 2,5 km od Sighnaghi. Według wierzeń na terenie monastyru pochowana jest patronka Gruzji św. Nino. W starej świątyni można podziwiać przepiękne freski.

2 dzień

Śniadanie, wycieczka po dolinie Alazani, powrót do Sighnaghi na nocleg.

Wycieczka po dolinie Alazani

Wyjazd z Sighnaghi po śniadaniu.
Po drodze zwiedzamy muzeum Czawczawadze w Tsinandali ( w okresie od końca sierpnia do początku października zwiedzamy winnicę Shumi zamiast muzeum), zamek w Gremi, monastyr Nekresi, fabrykę wina Kindzmarauli w Kvareli i jeżeli pogoda dopisuje, to kończymy wycieczkę nad jeziorem Ilja.
Czas zwiedzania i tempo jest dostosowane do indywidualnych preferencji, pilnujemy jednak, aby zmieścić się w godzinach pracy poszczególnych punktów.
Zdarza się, że przypadkiem trafia się dodatkowa atrakcja po drodze, np. wyścigi konne, biesiada z okazji lokalnego święta.

3 dzień

Śniadanie, wycieczka do DG, przystanek w Oasis Club, gdzie można zjeść obiad, powrót do Sighnaghi na nocleg.

Wycieczka do David Garedża
Wyjeżdżamy po śniadaniu, po drodze robimy na życzenie przystanki na zdjęcia i podziwianie stepowego krajobrazu.
Na miejscu nasi goście mają nielimitowany czas na zwiedzanie wykutego w skale monastyru David Garedża.
W drodze powrotnej na życzenie gości zatrzymujemy się na posiłek we wsi Udabno w polskim Oazis Club u Kingi i Ksawerego.


4 dzień

Śniadanie, wycieczka do Kazbegi, po drodze przystanek przy twierdzy Ananuri, na Przełęczy Krzyżowej przy pomniku Przyjaźni Rosyjsko- Gruzińskiej, w Kazbegi wjazd na górę do monastyru.
Powrót do Sighnaghi, po drodze zatrzymamy się na obiad. Nocleg w Sighanghi.


5 dzień

Śniadanie, wyjazd do parku Lagodekhi, chętni idą na trekking do wodospadu, pozostali biesiadują nad rzeką.
Powrót do Sighnaghi, nocleg.


6 dzień

Śniadanie, Spacer do monastyru św. Nino w Bodbe- monastyr, który położony jest w malowniczym miejscu 2,5 km od Sighnaghi. Według wierzeń na terenie monastyru pochowana jest patronka Gruzji św. Nino. W starej świątyni można podziwiać przepiękne freski. Czas wolny, transfer na lotnisko lub do Tbilisi na Georgian Bus.


Cena 450 euro od osoby za 6 dni w Kachetii.

Cena nie zawiera biletów lotniczych, biletów wstępu, obiadów i kolacji.

Cena zawiera transfer z i na lotnisko w Tbilisi lub z i na Georgian Bus w Tbilisi, noclegi ze śniadaniami w pokojach dwu i trzyosobowych z łazienkami, 4 wycieczki jednodniowe, opiekę polskojęzycznego pilota.

 Dla chętnych jest możliwość przedłużenia pobytu o Adżarię, po wcześniejszym uzgodnieniu z polskim rezydentem w Batumi tutaj, gdzie będą czekały na Was apartamenty blisko morza oraz opieka polskiego przewodnika.

Zwiedzanie na każdej z wycieczek jest dostosowane do tempa zwiedzających, w trakcie przejazdów zatrzymujemy się na zrobienie zdjęć i podziwianie krajobrazów ( i inne potrzeby indywidualne).



Serdecznie zapraszamy do Gruzji, do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)



Zapraszamy do polubienia nas na FB. Like us  https://www.facebook.com/peterguesthouse

 
oraz na naszą grupę FB  Gruzja i my
Cdn.


W drodze przez stepy do David Garedża


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Ciekawi ludzie, interesujące wydarzenia- Baba za kółkiem

Kupiliśmy "maszynu", znaczy się samochód po naszemu. Nic takiego, Toyota Raf4, staruszek, ale dobrze utrzymany, od osoby, którą znaliśmy.
No tak, ale co dalej?
Z rejestracją na mnie nie było żadnego problemu, piętnaście minut w urzędzie w Telavi i mam dowód rejestracyjny i nowe tablice.
Oczywiście zostałam poinformowana przez poprzedniego właściciela, co było wymienione, co trzeba zrobić i pojechałam do domu.
Sprawą "na już" była wymiana żarówki "stop", która nie świeciła, a przy okazji żarówkę oświetlającą tylną tablicę rejestracyjną też trzeba wymienić z tego samego powodu, a całe "ustrojstwo", na którym jest ona zamontowana wcisnąć na miejsce, bo "wylata".
Pojechałam zatem do Tsnori, do sklepu z takim towarem i pytam pana w sklepie o żarówki i ewentualnie kto mi pomoże je wymienić.
Pan lotem błyskawicy wybiegł ze sklepu, spojrzał na samochód, wbiegł z powrotem, złapał żarówki, krzyknął coś tam do drugiego i znowu wybiegł ze sklepu. Jak wyszłam za nim, on już był przy moim samochodzie i wymieniał żarówkę "stopu". Potem zmienił tę od tablicy rejestracyjnej, wcisnął plastikową oprawkę na miejsce i gotowe.
- Odpal samochód i włącz światła. Sprawdzimy czy świecą- powiedział.
Świeciły. Pan był dumny ze swojej pracy.
- Ile płacę?- zapytałam zadowolona.
- E tam, nic nie trzeba- powiedział z uśmiechem.
- Ale przecież żarówki nie są za darmo, a i twoja praca też- byłam zdumiona.
- Nie, nie, nic nie trzeba. Jedź szczęśliwie- uśmiech mu z twarzy nie znikał.
Wiem, że w Gruzji, jak ktoś mówi, że nie chce pieniędzy, to nie wciskamy mu ich na siłę. Odpuściłam, podziękowałam i odjechałam.
Po około dwóch miesiącach wyszłam rano do samochodu, a tu w jednym kole nie ma powietrza. Przyjechał znajomy z urządzeniem do pompowania i nadmuchał w te moje koło tyle ile było trzeba, abym dojechała do wulkanizatora.
No to w te pędy pojechałam.
Tam pan zdjął koło, znalazł przyczynę problemu, mały metalowy pręcik, zakleił co trzeba, napompował, przykręcił, resztę kół dopompował i mówi:
- Wsio. Możesz ujezżat.
- Ile się należy?- pytam.
- Pięć lari, ale jak nie masz, to jedź, to drobnostka- odpowiada.
Nie wiem, czy aż tak źle wyglądałam, że nie chciał pieniędzy za usługę, czy kolejny dobry Gruzin się trafił, ale wyjęłam kasę i zapłaciłam. W końcu, jak tak oni będą te swoje biznesy prowadzić, to nigdy nie wyjdą na swoje.
Koło trzyma do dzisiaj, a ja wczoraj w nocy odwoziłam naszych gości na lotnisko do Tbilisi. Ruszyliśmy o północy, z niewielkim zapasem czasowym, bo nigdy nic nie wiadomo, co się może zdarzyć.
Jakoś tak w połowie drogi zapaliła się żółta kontrolka oleju.
"No tylko tego mi brakowało. Muszę na lotnisko, nie mam czasu na jakieś awarie po drodze w środku nocy"- pomyślałam.
Kontrolka zgasła, ale moja czujność poszybowała w górę.
Po jakimś czasie znów zapaliła się i zgasła, a ponieważ miałam w samochodzie dwóch mężczyzn, to zapytałam, co oni o tym myślą.
- Żółta ostrzega, że będzie problem, pewnie jest mało oleju, ale jak zapali się czerwona, to koniec jazdy- zgodnie orzekli.
Głowa moja zaczęła pracować na najwyższych obrotach. Samochód, to małe piwo, ale ludzie muszą na czas być na lotnisku. Jedziemy na pierwszą stację benzynową i sprawdzimy olej, ewentualnie kupię i dolejemy.
Zajeżdżamy na jedną i lipa, tylko dystrybutor obecny. Na drugiej to samo. Dopiero 30 km przed Tbilisi jest większa stacja, na której widać jakiś ruch.
Podjeżdżam, pracownikowi mówię o problemie, pytam o możliwość kupienia oleju. Chłopaki w tym czasie podnieśli maskę, chwilę czekają i sprawdzają poziom oleju.
Ewidentnie jest minimalne minimum. Trzeba dolać, bo będzie źle. Ale skąd wziąć olej?
Pracownik stacji mówi, że sklep jest zamknięty. Na oknie wystawowym śmieją się do nas oleje różnych firm, a my stoimy, jak te kołki w środku nocy i myślimy.
- Mogę zadzwonić do pracownika sklepu- mówi ten od tankowania- przyjdzie, otworzy i sprzeda.
Czaicie motyw? Druga w nocy, a ten chce budzić kogoś, bo my musimy uzupełnić olej, bo ludzie muszą dotrzeć na czas na lotnisko.
Już miałam mówić "Dzwoń", kiedy podszedł do nas inny Gruzin i pyta w czym problem. Opowiedziałam całą historię, a on:
- Kto jest kierowcą?
- Ja- odpowiedziałam.
- Odpalaj i jedź za mną. Szybko.
Zapakowaliśmy się wszyscy do Toyotki i ruszyliśmy za Gruzinem. Jakieś 5 km przed Tbilisi wjechał w boczną drogę i zatrzymał się przy walącym się domu, z którego wyszedł zdziwiony dziadek. Zamienili kilka słów, kazali podnieść maskę, ani się obejrzałam, a dziadek już niósł butelkę oleju.
Cała akcja trwała może 5 min, zamknęli maskę i z uśmiechem życzyli nam szczęśliwej drogi.
- To może za olej zapłacę. Ile jestem winna?- zapytałam.
- No co ty? Nic nie trzeba. Jest nam miło, że mogliśmy pomóc. Jedźcie szczęśliwie.
Wszyscy byli bardzo zdumieni takim finałem sprawy. Na lotnisko dojechaliśmy już bez przygód. Potem bez problemu wróciłam do Sighnaghi. Kontrolka już się nie zapaliła.
Kiedy w domu opowiedziałam tę historię, mój mąż powiedział:
- Jak dobrze pójdzie, to ty za darmo wymienisz w samochodzie wszystko. W Gruzji to tylko kobietę za kierownicą posadzić i po problemie z problemami.
W tym kraju nigdy człowiek nie jest sam. Jeżeli pojawia się problem i o nim powiesz, to od tej chwili nie jest to już tylko twój problem. Gruzini wykonają setki telefonów i pomogą. Bezinteresownie. Już wiem, że nawet w środku nocy mogę liczyć na wsparcie. Taki to kraj, tacy ludzie.


Serdecznie zapraszamy do Gruzji, do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)



Zapraszamy do polubienia nas na FB. Like us  https://www.facebook.com/peterguesthouse


oraz na forum 
Cdn.


sobota, 3 października 2015

Nasza Gruzja, Sakartvelo, polski Peter's Guest House, Festiwal wina i sera w Sighnaghi

Dzisiaj w Sighnaghi wielka impreza. Trudno o jednoznaczną nazwę. Jest to coś w rodzaju owocowych dożynek.




Okoliczni mieszkańcy oraz turyści mogą wziąć udział w wielu tradycyjnych gruzińskich czynnościach. Większość turystów zna gruzińskie snikersy. Niewielu wie, jak się je przygotowuje. Dzisiaj każdy mógł zrobić własnego snikersa czyli gruzińskie czurczchele. Są to orzechy włoskie lub laskowe nanizane na sznurek i zanurzone w gęstym, gorącym syropie z winogron, który po wystygnięciu tworzy na orzechach żelową powłokę.



Można też było upiec własny gruziński chleb w tradycyjnym piecu. Gruziński chleb ma kształt łódeczki i pieczony jest na wewnętrznych ściankach pieca w kształcie beczki.



Można też było spróbować gruzińskich szaszłyków, sera oraz wina i czaczy. Nikt dzisiaj nie był głodny, a i zupełnie trzeźwych też było niewielu.




Wzdłuż głównej ulicy rozstawiono wiele stoisk, gdzie można było zaopatrzyć się w pamiątki nie tylko z Kachetii, ale z całej Gruzji.









Na ulicach tańczyły zespoły gruzińskie.



 Wszyscy, którzy zaplanowali sobie pobyt w Sighnaghi na dzisiejszy dzień z pewnością mogli dotknąć i posmakować prawdziwej Gruzji.
Trudno było znaleźć od wczoraj miejsce na nocleg w Sighnaghi. A jeszcze przed nami winobranie w Gruzji, w winnicach Sighnaghi i całej Kachetii.

Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

Cdn.

niedziela, 20 września 2015

Nasza Gruzja, Sakartvelo, Polski Peter's Guest House, Goście w naszym domu.


Jak spędzić czas w Peter's Guest House w Sighnaghi?

Polski dom w Sighnaghi tętni życiem. Zatrzymują się u nas turyści z różnych zakątków świata. Peter's Guest House staje się również dla nich prawdziwym domem na kilka dni. Wielu z nich zostaje u nas dłużej niż pierwotnie planowali. Czują się u nas dobrze i dzięki naszej pomocy mogą poznać nie tylko Sighnaghi, ale również Kachetię. Trafiają do nas poszukując relatywnie tanich noclegów. Polski guest house w Gruzji przyciąga głównie Polaków. Pisałam o tym tu.
 Wieczorami życie skupia się przeważnie w salonie. Przy lampce wybornego, gruzińskiego wina rozmawiamy nie tylko o podróżach. Takie momenty przekonują nas, że to, co robimy ma sens.

Polacy w Peter's Guest House

Od lewej Michał i Ula z Polski oraz Tequila i Bob z Holandii



Piotr z rowerzystą z Estonii

Ja z Jurkiem- rowerzystą z Polski

Para z Białorusi i chłopaki z Polski

Irina i Sasza z Ukrainy

Ania- Białorusinka robi białoruskie syrniki, coś w rodzaju serowych placuszków

Piotr z Marzenką i Mirkiem z Polski

Goście z Białorusi i Ukrainy

Ja z Oksaną i Aleksiejem z Rosji

Elwira i Andrzej z Polski

Maciek z żoną i synem


Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do klimatycznego Sighnaghi, do naszego Peter's Guest House, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

Cdn.