Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poti. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 listopada 2014

Gruzja, Poti, 1-2 września 2014 r

Po śniadaniu Maka i Karina odwiozły nas na dworzec autobusowy w Kutaisi. Znaleźliśmy naszą marszrutkę i okazało się, że mamy jeszcze godzinę na spacer po bazarze przy dworcu. Zostawiliśmy plecaki w busiku i poszliśmy się rozejrzeć. Czas minął szybko na rozmowach z Gruzinami, którzy pytali nas o życie w Polsce.
Około południa marszrutka ruszyła w trasę. Kierowca jechał z prędkością światła, a my mieliśmy wrażenie, że samochód lada chwila się rozpadnie. Wydawał przy tym dziwne dźwięki, a na zakrętach przeraźliwie piszczał. Po 90 minutach wysiedliśmy na dworcu w Poti i poszliśmy do naszych przyjaciół- Laszy Arciaja i jego żony, którzy mieszkają w pobliżu portu przy ul. Gegidze 20. Lasza jest zięciem Neli i czekał na nas od wczoraj. Jego żona z synami byli na wczasach w Ureki.
O Poti pisałam tu .
Po krótkim odpoczynku poszliśmy do pobliskiej restauracji na obiad. Za duże chaczapuri, pięć chinkali z mięsem, pięć z serem, kebab i herbatę zapłaciliśmy 22,5 lari.

Obiad w restauracji w Poti


 Po obiedzie pojechaliśmy z Laszą do Neli, która zamieszkała z niepełnosprawnym synem w mieszkaniu po swojej mamie. Mama Neli odeszła w kwietniu. Wieczór upłynął na rozmowie, Neli pokazała nam zdjęcia swojej rodziny opowiadając przy tym ciekawe historie. Zaprosiła nas na obiad na drugi dzień. Spacerkiem wróciliśmy do Laszy.
Następnego dnia poszliśmy do Neli na obiad. Po drodze zwiedziliśmy park w środku miasta. Poti jest miastem, w którym park znajduję się w centrum, a wszystkie ulice prowadzą do ronda dookoła parku.
Cerkiew obok parku





Po lewej wejście do parku








W parku

















Widok na cerkiew z parku










Odbiła mi palma?




Neli przygotowała pieczonego kurczaka w sosie z mielonych orzechów włoskich z majonezem oraz mamałygę- gęstą kaszę kukurydzianą.

Neli nakłada mamałygę


 Przy obiedzie dużo opowiadała o swoim życiu, barwnie przedstawiała historie członków swojej rodziny i znajomych.
Powiedziała nam, że niedaleko Poti jest piękny park narodowy, który powinniśmy odwiedzić. Za 4 lari pojechaliśmy tam taksówką. W administracji parku miła pani powiedziała, że za 100 lari możemy wybrać się na dwugodzinną wycieczkę łódką po parku. Uznaliśmy, że to za drogo i poszliśmy na spacer po tym urokliwym miejscu. Park jest położony nad morzem i zachwyca różnorodną roślinnością. Poza tym w ponad 30- stopniowym upale miło było relaksować się w cieniu drzew.

Relaks w parku narodowym




Alejka w parku
















Do Poti wróciliśmy marszrutką za 0,5 lari. Piotrek poszedł na bazar po arbuza, a ja poszłam do Neli.
Zakupiony arbuz trafił najpierw w ręce A. Dumas




 Potem wszyscy delektowaliśmy się cudownie słodkim arbuzem. Późnym popołudniem pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu Laszy. Na kolację poszliśmy do Cafe Nika przy ul. Gegidze 9A. Zamówiliśmy chaczapuri adżarskie, zupę charcza i dwa piwa.Jedzenie było wyśmienite, dobrze przyprawione, a chaczapuri miało dużo sera. Kelnerka Inga powiedziała nam, że domowe jedzenie gotuje u nich jedna z mieszkanek Poti. Za naszą kolację zapłaciliśmy 15 lari.
Pyszne, domowe jedzenie





W Cafe Nika

Wystrój Cafe Nika


Neli i jej zięć Lasza przyjęli nas jak bliską rodzinę i tak też się czuliśmy.
Wieczorem spakowaliśmy się, ponieważ następnego dnia chcieliśmy jechać do Batumi.

Cdn.

piątek, 30 sierpnia 2013

Gruzja, Poti 18.06.2013 r

Jak spędziliśmy kolejny dzień w Poti?

Rano obudził nas deszcz. Mimo to po śniadaniu poszliśmy na bazar w Poti. Chcieliśmy kupić rybę, którą tak zachwalali wędkarze nad morzem. Na bazarze znaleźliśmy stoisko z rybami i kupiliśmy kefala czarnookiego.

Ja na bazarze z rybami

 Pochodziliśmy po innych stoiskach, bo takie miejsca są bardzo specyficzne. Było tam wiele rzeczy, których nie znaliśmy. W jednym z pomieszczeń znajdował się piec do wypieku tradycyjnego gruzińskiego chleba. Piekarz pokazał nam jak się wypieka w nim chleb.

Piotr z piekarzem przy piecu do wypieku chleba

 Na stoisku z przyprawami długo rozmawialiśmy ze sprzedającą, która tłumaczyła nam skład i zastosowanie poszczególnych przypraw. Zdecydowaliśmy się kupić typową gruzińską przyprawę zwaną adżika. Jest pikantna i bardzo aromatyczna, a Gruzini używają jej do większości potraw.
Po powrocie do Neli pokazaliśmy jej zakupy i zapytaliśmy, czy pomoże nam przyrządzić rybę tak, jak oni to robią. Neli oczywiście od razu zabrała się do roboty, a my jej pomagaliśmy. Najpierw przygotowaliśmy rybę do smażenia.

Razem z Neli przygotowujemy ryby

 W czasie, gdy Neli ją smażyła, my obraliśmy ziemniaki i przygotowaliśmy sałatkę z ogórków i pomidorów. Potem wspólnie z Rodziną Neli usiedliśmy do stołu.

Słynny gruziński wojownik Piotr z wnukiem Neli- Luką

W czasie obiadu rozmawialiśmy o gruzińskiej kuchni i Neli powiedziała mi jak się robi chaczapuri czyli słynny gruziński placek z serem. Dokładnie wytłumaczyła jakich składników należy użyć i w jakiej kolejności. Opowiedziała też jak zrobić chinkali, czyli pierogi z mięsem w kształcie sakiewki, z których po ugryzieniu wypływa aromatyczny rosół. Na koniec Neli wręczyła nam prezent od całej swojej rodziny. Była to ceramiczna, ozdobna butelka gruzińskiego wina.

Prezent od Neli- piękna butelka gruzińskiego wina

Po obiedzie poszliśmy powłóczyć się nad morze i po mieście. Siedzieliśmy na ławeczce i przyglądaliśmy się toczącemu się wokół życiu.
Wieczór spędziliśmy z Neli i jej rodziną przy wspólnej kolacji. Czas szybko upłynął na rozmowach. W końcu trzeba było iść spać, by rano wyruszyć w dalszą drogę- do Batumi.

Cdn.

Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do naszego Peter's Guest House w Sighnaghi, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

środa, 28 sierpnia 2013

Gruzja, Poti, Historia Neli

Neli urodziła się w Abchazji w czasach Związku Radzieckiego. Tam wyszła za mąż i urodziła troje dzieci. Od tego momentu los zaczął ją doświadczać. Dwóch synów Neli urodziło się z niepełnosprawnością. Na szczęście córka była zupełnie zdrowa. Obydwaj synowie do dziś funkcjonują na wózkach inwalidzkich.
Kiedy byli mali Neli jeździła po całym Kraju Rad do lekarzy, którzy obiecywali ich wyleczyć. Nie wiedziała, że to nie przyniesie żadnego efektu, a może wiedziała, ale chciała wierzyć, że znajdzie się cudowny środek na ich problem. Ponieważ z mężem byli dość zamożni więc nie szczędzili pieniędzy na leczenie synów. Wydali 90 tysięcy rubli i dzisiaj Neli mówi, że mimo wszystko nie żałuje, bo wie, że próbowała im pomóc. Jednak wkrótce nadszedł czas, kiedy w Abchazji pojawił się, jak to Neli nazwala, najeźdźca. Ona jednak wierzyła, że jakoś dalej będą żyć, mieli tam przecież dom, daczę i trzy samochody. Mieli też przyjaciół, rodzinę i wszystko, co kochali. To był ich rodzinny dom, miejsce, które znali i kochali. Z czasem wszyscy sąsiedzi uciekli, a na ulicach pojawili się amatorzy cudzej własności. Neli wraz z rodziną uparcie chciała przeczekać tę zawieruchę.
Pewnego dnia do jej domu ktoś zapukał. Gdy otworzyła drzwi do domu weszli "żołnierze". Jeden z nich przystawił lufę karabinu do głowy jej syna i zażądał złota. Neli powiedziała, że nic nie ma, bo wszystko oddala już tym, którzy byli u niej wcześniej. Zagrozili jej, że kiedy wrócą jutro złoto ma być, bo inaczej zabiją jej rodzinę. Tego dnia Neli zdecydowała się uciekać z Abchazji. Wzięli tylko tyle, ile mogli zmieścić w samochodzie i wyjechali.
 Osiedlili się w Poti. Tu kupili malutki domek. Powoli zaczęli go remontować. Mąż Neli miał chore serce, pomimo tego sam rozbudował dom i starał się, aby jego rodzinie niczego nie brakowało. Żyli biednie, ale byli razem. Z nimi przyjechali do Poti rodzice Neli, którzy pomagali im we wszystkim. Kiedy wydawało się, że sytuacja ich wróciła do normy, zmarł Neli mąż. Od tej pory zdana była tylko na siebie i mamę, która nadal jej pomaga w opiece nad jednym z synów. Tata Neli zmarł wcześniej.
Neli nie załamała się, nie poddaje się do dzisiaj. Jeden z jej synów ukończył uniwersytet i pomimo swego fizycznego kalectwa jest dzisiaj samodzielnym człowiekiem. Drugi mieszka razem z Neli i jego życie jest całkowicie uzależnione od niej. Neli go karmi, kąpie, nawet wstaje w nocy, aby przewrócić go na drugi bok, bo on sam nie da rady tego zrobić. Pomagają jej też córka z mężem, którzy mieszkają razem z Neli.
Kiedy ona nam opowiadała swoją historię nie zauważyliśmy na jej twarzy ani złości, ani bólu, ani pretensji o tak trudne życie. Neli jest uśmiechniętą, miłą i energiczną panią po sześćdziesiątce. Lubi rozmawiać z ludźmi, śmiać się i żartować. Jest pogodna, a swoim optymizmem i dobrocią mogłaby obdarować niejednego człowieka. Przebywając z Neli można się szybko wyleczyć z narzekania na mało istotne problemy. Przy niej człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę, że jest na świecie ktoś, kto mimo wielu zakrętów w życiu umie się cieszyć każdym dniem. Bardzo się polubiliśmy. Utrzymujemy z nią kontakt i mam nadzieję, że jeszcze ją odwiedzimy.
Ja z Neli przed jej domem

Cdn.

Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do naszego Peter's Guest House w Sighnaghi, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Gruzja, Poti 17.06.2013 r

Czy warto odwiedzić Poti w Gruzji?

Wstaliśmy wcześnie rano, bo autobus do Poti odjeżdżał o siódmej. Po szybkim śniadaniu pożegnaliśmy się z Lalą i poszliśmy na dworzec autobusowy. Poranne powietrze w górach szybko pozwoliło się obudzić. Na dworcu musieliśmy zaczekać kilkanaście minut i w końcu ruszyliśmy w drogę. Gdy wjechaliśmy na drogę do Kutaisi nasz kierowca zaczął się ścigać z inną marszrutką i podbierać konkurencji klientów. Po jakimś czasie obydwaj stanęli na jednym z przystanków i dość ostro wymienili się poglądami. Wprawdzie nic z tego nie rozumieliśmy ale podniesione głosy i intensywna gestykulacja świadczyły o kłótni. Po tym wydarzeniu skończyła się dynamiczna jazda i mogliśmy ze spokojem podziwiać krajobrazy.
O godzinie jedenastej dotarliśmy do Poti. Miasteczko leży nad Morzem Czarnym przy ujściu rzeki Rioni i jest najważniejszym portem morskim Gruzji.

Piotr w porcie w Poti

 Wysiedliśmy przy bazarze i zaczęliśmy szukać pokoju do wynajęcia. W przewodniku mieliśmy tylko jeden adres więc postanowiliśmy go znaleźć. Trochę czasu nam to zajęło ale przy pomocy kilku napotkanych mieszkańców miasta w końcu dotarliśmy na miejsce. Okazało się, że właścicielką domu jest Neli, sympatyczna, starsza pani tryskająca energią. Pokazała nam pokój i zdecydowaliśmy się u niej zostać. Pokój był czysty, z łazienką i telewizorem. Zapłaciliśmy 20 lari za osobę i postanowiliśmy zatrzymać się tutaj na dwa dni. Neli pozwoliła korzystać z kuchni i poczęstowała nas domową konfiturą i owocami. Po krótkim odpoczynku poszliśmy zobaczyć miasto i morze. Nad morze mieliśmy bardzo blisko, a za płotem przy domu Neli był port.
Podczas spaceru nad morzem nie mogliśmy się oprzeć kąpieli w nim.

Piotr w Morzu Czarnym

 Plaża w Poti jest tam kamienista ale są też miejsca z piaskiem. Woda w morzu była ciepła i po dwóch tygodniach spędzonych w górach była to miła odmiana.

Plaża w Poti

 Podczas spaceru spotkaliśmy wędkarzy, z którymi chwilę porozmawialiśmy. Od nich dowiedzieliśmy się, że najsmaczniejszą rybą z Morza Czarnego jest kefal czarnooki. Postanowiliśmy, że jutro kupimy ją na bazarze w Poti i usmażymy u Neli. Potem poszliśmy do restauracji w pobliżu domu Neli na obiad. Zamówiliśmy chaczapuri za 8 lari, kebab za 6 lari sztuka i kotleciki kukurydziane. Byliśmy zdziwieni wielkością kebaba, bo taką porcją najadłyby się dwie osoby. Mięsa w nim też była słuszna ilość. Za wszystko zapłaciliśmy około 15 lari, a to, czego nie daliśmy rady zjeść, zostało zapakowane i zabraliśmy do domu.

W restauracji

Po powrocie usiedliśmy z Neli i jej rodziną przed domem i rozmawialiśmy o naszych rodzinach, o życiu w naszych krajach i o naszej podróży.

Od lwej- ja, Luka, Neli i Dato

 Neli mieszka z niepełnosprawnym synem, córką, zięciem i dwoma wnukami. Opowiedziała nam swoją historię, którą opiszę w następnym poście. Jeden z jej wnuków, kilkuletni Luka, tańczy w gruzińskim zespole ludowym i uczy się w szkole teatralnej. Pokazał nam swoje medale i dyplomy. Potem ubrał się w gruziński strój ludowy i zatańczył.

Luka tańczy

 Była z nami też mama Neli, która również mieszka w Poti i codziennie do Neli przyjeżdża, aby pomagać w opiece nad niepełnosprawnym synem. Wieczór upłynął w rodzinnej atmosferze.

Film Luka tańczy

Zdjęcia z Poti

Serdecznie zapraszamy do pięknej Kachetii, do naszego Peter's Guest House w Sighnaghi, do kontaktu z nami:

 celina.wasilewska63@gmail.com 

nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)

Zapraszamy do polubienia nas na: https://www.facebook.com/peterguesthouse

Rezerwować pokoje można też tutaj 

Cdn.