niedziela, 26 listopada 2023

Solona słonina

    Wczoraj u nas było 20 stopni, słońce grzało całkiem przyzwoicie i jak czytałam, jaka w Polsce zima nastała, to cieszyłam się tą naszą piękną pogodą. Gdzieś tam jednak w zakamarkach świadomości troszkę tęskno za śniegiem, ale nie aż tak bardzo, żeby włosy rwać z głowy z tego powodu. Piotrek nawet powiedział, że mogę sobie w góry pojechać i będę miała zimę, jak się patrzy. No, nie wiem tylko, czy chcę.

    A jak już tak o zimie wspomniałam, to my się na nią szykujemy, a jakże. Bo przezorny zawsze ubezpieczony. Tfuuu… zabezpieczony chciałam napisać. Bo wiesz, Piotrek co jakiś czas, szczególnie jesienią i zimą, mówi mi, aby mu kupić kawałek solonej słoniny. No, wybitnie wschodnie podniebienie u niego. To mu kupuję. Niech sobie chłopak poje. Przecież nie będę mu żałować słoniny. Ale ostatnio zobaczyłam taką piękną świeżą słoninę na straganie, że nie oparłam się i kupiłam dwa kilogramy. Przecież mogę ją pięknie posolić i będzie miał chłop zapas swego ulubionego białego mięska na całą zimę. Bo soloną słoninę kroi się na cieniutkie plasterki. Nie tak, jak szynkę czy inne polędwice. To jest rarytas dla delikatnych podniebień. Trzeba cieniutko, na chlebek, a na górę plaster surowej cebulki. I język ucieka nie powiem gdzie.

    No, to przytargałam do domu tę słoninę i mówię Piotrkowi, że solimy. Jemu się oczy zaświeciły, jak ten Jowisz, co teraz jest w koniunkcji z księżycem w pełni. Od razu zaczął mnie pytaniami zasypywać, a to jaki słoik przynieść z piwnicy, trzylitrowy czy pięciolitrowy, a czy tylko sama sól jest potrzebna, czy może jeszcze coś tam się dodaje, a czy ja w ogóle kiedykolwiek słoninę soliłam. A już tam soliłam. No pewnie, że nie. To będzie mój debiut. A co tu może się nie udać? Udają się potrawy z kilkunastu składników z gotowanie i pieczeniem włącznie, a tu dwa składniki, upchnąć do słoja, postawić w chłodnym miejscu i zapomnieć na miesiąc. No to co się tu może nie udać?

    Oczywiście w domu soli było za mało, to poszłam do sklepu. Kupuję tu sól kamienną bez dodatku antyzbrylacza. Bo bez jodu nie ma szans, ale to akurat jestem w stanie przetrawić. Do morza daleko, śledzie tylko zimą można kupić, to tego jodu może faktycznie trzeba trochę uzupełnić. Zawsze sprawdzam na opakowaniu skład soli, bo pudełka podobne i łatwo się pomylić. Turecka sól jest z dodatkiem agenta od bryłek. Takiej nie chcę. Biorę tę bez agentów specjalnych.

    Słoninę pokroiłam na pasy szerokości mniej więcej na dwa palce. To tak, jak u tego Kargula, co to miedzę zaorał na dwa palce. My ze wschodu chyba już tak mamy. Palce zawsze pod ręką, a miarka niekoniecznie. Sól wysypałam na duży płaski talerz i każdy kawałek słoniny dokładnie obtoczyłam w soli i ułożyłam jeden przy drugim w słoiku. Wyobraź sobie, że dwa kilogramy słoniny zmieściłam w trzylitrowym słoju. Trochę soli jeszcze dosypałam do słoika, zakręciłam i do piwnicy. Jak będę pamiętać, to ze dwa razy w tygodniu potrząsnę słoikiem, żeby się sól równo na słonince rozkładała. I tyle. A do takiej dobroci kieliszek czaczy całkiem nieźle by pasował. I gładko pewnie by wchodził. Jak do nas przyjedziesz, to spróbujesz wykwintnego białego mięska z najwyższej klasy trunkiem. Bo mam w planie co jakiś czas solić słoninę nie tylko dla Piotrka, ale też dla naszych gości. Jak myślisz, dużo będzie chętnych na taki rarytas? 

 


 

 

Zapraszamy do kontaktu. Będzie nam bardzo miło porozmawiać z Wami. 

celina.wasilewska63@gmail.com 


nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)  można na Whatsapp



Zapraszamy do polubienia nas na Facebooku  https://www.facebook.com/peterguesthouse
oraz na naszą grupę na FB  Gruzja i my

 

środa, 15 listopada 2023

Dlaczego nie kolorowo?

 

Dlaczego w Gruzji ludzie ubierają się w ciemne ubrania? Takie pytanie często słyszymy od naszych gości. My też o to pytaliśmy, kiedy byliśmy tu turystycznie. To fakt. Ubierają się w czernie, granaty, ciemne odcienie szarości, brązu czy zieleni. Smutna ulica z czarnymi ludkami. Młodzi, starzy, wszystko w ciemnych barwach. Lato, zima, a na ulicach dominuje czerń. I dżinsy. I dresiki.

Kobietki z długimi włosami, panowie z pokaźnymi brzuszkami. Oczywiście generalizuję, bo są wyjątki. Mam sąsiadkę. Młoda kobieta, tuż po czterdziestce, szczupła, ale cała na czarno. Pytam ją dlaczego? Mówi mi, że tak lubi. Córki nastolatki również na czarno. One też lubią. Czasem jakiś kolor się pojawi, ale dominuje czerń. Latem jeszcze jak cię mogę, ale jesienią i zimą ulice robią się bardzo depresyjne. Do tego zazwyczaj czarne włosy i ciemna karnacja. No, ale o gustach się nie dyskutuje. To i nie dyskutuję. Wypowiadam tylko swoje odczucia.

Zapytałam sąsiadkę dlaczego w Gruzji dominują ciemne kolory. Nie zgadniesz, co mi powiedziała. Szczerze mówiąc też o tym pomyślałam, ale nie bardzo byłam przekonana. Chodzi mianowicie o to, że ciemne kolory ubrań są bardziej praktyczne. A to znaczy, że się tak szybko nie brudzą, jak jasne ubrania. No pewnie! Brudzą się tak samo szybko, tylko tego nie widać. Ot i cała tajemnica. Ponadto taki sposób ubierania się funkcjonuje od pokoleń i jest to trochę przyzwyczajenie. Mężatka ubrana w ciemne ubrania nie zwraca na siebie uwagi. Panowie to inna sprawa. U nich głównie względy praktyczne. I najlepiej duży napis znanej marki na ubraniu.

Mnie taka sytuacja nawet odpowiada. Nie mam konkurencji w lumpeksach. Za to w normalnych sklepach nie ma dla mnie towaru. Bo nie lubię ubierać się na czarno. Co prawda jest trochę kolorów, ale odstrasza mnie wszechobecny poliester.

Ostatnio można zauważyć zmiany. Wolno, ale się zmienia. Pokazują się kolory, szczególnie w dużych miastach. Nawet modowe trendy widać. I dobrze, że coraz więcej koloru. Nie będzie tak smutno i ponuro.

Ja należę do tych ludzi, którzy w swojej szafie nie mają nic czarnego. Tak już mam od kiedy pamiętam. Nie lubię czerni. A Ty jaki kolor ubrań preferujesz? Stosujesz się do trendów, czy masz swoje przyzwyczajenia i cenisz sobie własne podejście do tematu? A swoją drogą, to fajnie, że każdy z nas jest inny. Gdybyśmy byli tacy sami, to byłoby strasznie nudno na świecie.


 

 

Zapraszamy do kontaktu. Będzie nam bardzo miło porozmawiać z Wami. 

celina.wasilewska63@gmail.com 


nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)  można na Whatsapp



Zapraszamy do polubienia nas na Facebooku  https://www.facebook.com/peterguesthouse
oraz na naszą grupę na FB  Gruzja i my


poniedziałek, 13 listopada 2023

Kawa przygotowana przez Piotra

 

Każda pani domu uważa kuchnię za swoje królestwo. No, może nie każda, bo są panowie, którzy świetnie gotują i ich połówki mają super. Mój nie gotuje. Nie żeby nie umiał, ale jak już mu się zdarzy, to jest milion pytań w międzyczasie. Pyta o wszystko. Wie tylko, gdzie jest sól i pieprz. A poza tym, to pyta kiedy co dodać, czym pomieszać i w którą stronę.

Mnie to nie przeszkadza. Niech sobie chłop robi swoje, a ja w kuchni ogarniam sytuację. Czy lubię gotować? A gdzie tam. Wcale nie kocham gotować. Gdybym mogła mieć gosposię od gotowania, to nawet bym się cieszyła. Ale nie mam. To jak nie mam, to muszę sama jedzonko robić. Czasem mam nastrój na gotowanie i wtedy poszaleję w kuchni. A jak się zdarzy dzień, kiedy patrzę na gary wzrokiem pełnym bólu, to wtedy robię coś szybko i prawie bezboleśnie. Ziemniaki, jajko sadzone i mizeria. A że Piotr jajka kocha, to nawet wyrzutów sumienia nie mam i taki obiad jest dość często. No niech się naje tych jajek, jak tak lubi. Czasem się zastanawiam dlaczego on jeszcze nie gdacze. Tyle jaj w diecie, to powinien piać o poranku i gdakać w ciągu dnia.

Na początku naszego mieszkania w Gruzji zdarzyło się, że Piotr zrobił kawę gościom. Taką w tygielku. I tak ludzie chwalili, że sobie pomyślałam, że jeden obowiązek będę miała z głowy. No, bo jak już tak dobrą kawę robi, to niech ją robi wszystkim. Prawda? Nie ma dyskryminowania, że jednym ja, a innym on. Każdy zasługuje na najlepszą kawę, a najlepszą robi Piotr. I powiem Ci, że przy następnych gościach sama zaczęłam chwalić mego męża, że robi pyszną kawę. I biedak nie miał wyjścia. Musiał zrobić. I tak narodziła się nowa świecka tradycja w naszym gruzińskim domu. Fachowcem od parzenia kawy został Piotr. I fakt, robi wyśmienitą kawę.

Jak już przy kawie w wykonaniu mego męża jesteśmy, to tylko jeden szczegół mnie wkurza. I to na maksa. Bo facet, to facet. Jak robi jedną rzecz, to póki jej nie skończy nie powinien zaczynać następnej. A mój małżonek postawi tygielek z kawą na gazie, usiądzie przy stole i zaczyna snuć swoje opowieści z mchu i paproci. A kawa co robi w tym czasie? Tak! Kipi! Wylewa się na świeżo umytą kuchenkę! I rzadko bywa inaczej. Nawet, kiedy przypominam mu o kawie co pół minuty, to i tak czarna maź ląduje na kuchence. Nie mam sposobu na tę sytuację i chyba nie uda mi się już tego zmienić. A może Tobie się uda? Może Ty masz jakiś pomysł? Oczywiście bez zmiany operatora tygielka. Inaczej nie będzie to taka smaczna kawa. Kto pił, ten może powiedzieć. Piotr robi najlepszą kawę w Gruzji. Bezapelacyjnie! I niech tak zostanie.

Resztę ogarniam ja. I domyślam się, że tak jest fajnie dla Piotra. Jak dla mnie z jego parzeniem kawy gościom. Ale on nie wie, że ja to wiem. I nie mów mu, kiedy u nas będziesz. Niech to będzie naszą tajemnicą. Po co chłop ma się zagłębiać w detale. Dobrze jest, jak jest. Goście zadowoleni, my również. Po co to zmieniać? W zamian napijesz się u nas wyśmienitej kawy, posłuchasz opowieści Piotra. A i zabawa będzie dla Ciebie przednia, kiedy usłyszysz znajome skwierczenie na kuchence i zobaczysz minę Piotra. Takie swojskie, ludzkie klimaty. Może nawet go ścierką zdzielę. Tak dla fanu, nie żeby zabić. 

 

 

Zapraszamy do kontaktu. Będzie nam bardzo miło porozmawiać z Wami. 

celina.wasilewska63@gmail.com 


nr tel.   +995 599 22 19 63  - polski, rosyjski, angielski (Polish, 
Russian, English)  można na Whatsapp



Zapraszamy do polubienia nas na Facebooku  https://www.facebook.com/peterguesthouse
oraz na naszą grupę na FB  Gruzja i my